Różne różności
Jak tam Wasze przygotowania do świąt?
Niepokonani
Ten film to ja przez przypadek obejrzałam, raczej z ciekawości, bo główny aktor, to były "narzeczony" Alicji Bachledy Curuś... z przymrużeniem oka, ten film na początku potraktowałam.
Ale jestem pozytywnie zaskoczona. Gra aktorska jak dla mnie, na poziomie. Zaskoczyło mnie to, że film opowiada o niezłomnym Polaku, którego gra nie - Polak...
Bardzo lubię takie opowieści. O ludziach, którzy coś swoją historią, wnoszą do mojego życia. Końcówka filmu wbiła mnie w fotel, kiedy pojawiły się napisy, myślałam, myślałam, myślałam...
Wzruszyłam się jednym słowem.
Jakie te życie potrafi być pokręcone. Ile serwuje nam nadziei nawet w najgorszych momentach, że zawsze trzeba próbować i ni poddawać się.
Ostatnie odkrycie. Dojrzały. Wzruszający. Chwytający za serce.
KORTEZ
"Hej wy"
Słucham i słucham. Wsłuchuję się w słowa, innym razem w głos, w muzykę. Innym razem we wszystko. I myślę, roztrząsam, wspominam... Co ludzie mówili... gdzieś w ostatniej ławce, odpływałem... wróżyli mi, że marnie skończę...Choć nie dmuchali w moje żagle, odpłynąłem...
"Dla Mamy"
"20 tysięcy dzieci w Polsce przebywa w Domach Dziecka. W wielu krajach, Domy Dziecka to przeszłość. Chłopiec, który gra na pianinie z Kortezem, znalazł rodzinę zastępczą. Jest przykładem na to, że jeśli dziecko znajdzie kogoś bliskiego, kogoś z kim się zwiąże i poczuje się bezpiecznie, to ma w życiu szansę... Może uczyć się grać na pianinie, może rozwijać swoje pasje, może robić rzeczy zwykłe i niezwykłe, wtedy wszystko jest możliwe. Dziecko, które się tylko boi i wstydzi, które nie ma w nikim oparcia i nie wie co będzie jutro, nigdy nie zrobi niczego podobnego"
Myślę też, że są dzieci, które nie mają normalnej rodziny, i wszyscy to wiedzą ... Jest wiele dzieci, które mają normalne rodziny, z pozoru tylko normalne... Są dzieci, które nigdy nie poczuły się bezpiecznie, nie miały szansy, ani nie miały w nikim oparcia, znają tylko strach i wstyd... A jednak, wszystko jest możliwe.
I oto takim nostalgicznym akcentem, macham Wam na do widzenia :)
U mnie, jest wczesna jesień :) Totalnie jestem spóźniona w moich pracach. Ta marchew, co ją tak maluję, tak mnie urządziła. Choć tak naprawdę wszystko zaczęło się od kukurydzy. Marchew kończę, niebawem ją Wam pokażę. I dopiero potem, kiedy zrobię zdjęcia, zacznę się brać za motywy zimowe, jak się wszystko uda, przed Wigilią. Mam już poczynione zapiski, więc tylko je zrealizować.
Nie mam czasu w związku z tym, by przygotować dom na święta, całoroczne sprzątanie, to naprawdę świetny pomysł, co roku się sprawdza; nie dostaję szału z tymi przedświątecznymi porządkami.
Zresztą nie muszę. W ubiegłym roku, jakoś prędzej mi się wszystko udało, choć lekko spięta byłam, w tym, na odwrót, spóźniona jestem, ale czuję większy luz, mniej spięcia, mniej bieganiny. Mniej nerwów, by wszystko było na cacy cacy. I powiem Wam, że taka sytuacja bardziej mi odpowiada.
Wracam jednak do wątku, który skierował mnie tu, w te moje progi. Wątku, który zdaje się, nawet nie zaczęłam :)
Lubicie nerkowce?
Ja bardzo. Zmielone są świetną podstawą do przeróżnych deserów. Moje dzieci lubią sobie je podjadać. Co jakiś czas wpada mi do myśli, informacja, którą czytam tu i tam, że garść orzechów nerkowca pozwala pozbyć się zbędnych kilogramów, albo wspomóc w walce z cukrzycą typu 2 i wiele innych właściwości. Ale piszę o tym, nie dlatego, że te nerkowce są takie super, ale dlatego, że szukając informację o nich, natrafiłam na pewien artykuł. A potem na kolejny, i kolejny.
O tym, że to nie są orzechy, a jedynie nasionka Nanercza zachodniego*, których pozyskiwanie jest niebezpieczne. To nie są orzechy włoskie na przykład, gdzie podejdziemy do drzewa, zerwiemy bez większego wysiłku (jeżeli nie podniesiemy z ziemi po prostu) i rozłupiemy skorupkę dostając się do wnętrza.
Na końcu zgrubiałej łupiny Nanercza zachodniego, znajduje się zaledwie jedno nasionko (!) i żrący olej. To jest dla mnie informacja niesamowita. Niewinny nerkowiec i żrący olej.
Nasionko to musi być wydłubane ręcznie, gdyż olej mógłby zniszczyć maszyny, a wiadomo... pieniądze, pieniądze, pieniądze... Większość niebezpiecznego oleju jest usuwana podczas prażenia łupinek, ale jak to bywa w życiu, nic nie jest ot tak proste. Podczas prażenia łupinki wybuchają, parząc dotkliwie. Podobno osoby pracujące na plantacji nerkowców, można rozpoznać po bliznach na dłoniach i rękach, po świeżych oparzeniach, i trudno gojących, zaropiałych ran.
A wiecie, kto zbiera dla nas te orzechy? W samych Indiach, na plantacjach pracują dziesiątki tysięcy robotników pracujących za tak zwaną miskę ryżu, w tym dzieci. Najbiedniejsi.
Ludzie godzą się na takie warunki pracy, na możliwość kalectwa, bo muszą. Dla większości, praca na plantacji, to jedyny sposób by wyżywić rodzinę. Ciężko dyskutować z takim argumentem.
Decyzja czy w związku z powyższym, kupować czy nie kupować, wcale nie jest łatwa. Załóżmy, że wszyscy postanowią solidarnie nie napełniać kiesy koncernom, by nie było relacji popyt -podaż, już widzę te jeszcze większą biedę i ucisk, tych zdesperowanych ludzi (domyślam się, że to raczej kobiety i dzieci), wiadomo, że są oni na samych końcu łańcuszka... więc nie rezygnuję ale mocno ograniczam... a z drugiej strony, gdy wyciągam orzecha z torebki, gdy mu się przyglądam, uruchamia się wyobraźnia, ten strach, ten krzyk, ten ból, który miał może coś dużo wspólnego z tym oto jednym nasionkiem, który trzymam w dłoni...
* Nanercz zachodni
Mam dla Was przepis na chleb, bez dodatku mąki, drożdży, i innych dodatków, o których nie wiemy, kupując chleb w markecie, a nawet w piekarni...
Strasznie boleję, nad swoim... hmmm... lenistwem, że jeszcze w moich kuchennych zmaganiach, nie dotarłam do własnej produkcji zakwasu...
Wydaje mi się jednak, że taki gryczany własnej roboty, wcale nie jest złą alternatywą. Skomplikowany nie jest, praco i czasochłonny też nie, mimo, że trzeba czekać... ale co to za czekanie, rano robi się kilka czynności i zmyka na cały dzień do swoich obowiązków, by wieczorem tylko włączyć piekarnik.
To przepis przerobiony pode mnie, nie wymyśliłam go, to raczej wynik kilku przepisów znalezionych w internecie, z każdego wzięłam coś, coś odjęłam, dopasowałam do swojego upodobania.
Piekę go od kilku miesięcy, jak w chlebaku okażą się pustki, a do sklepu mam nie po drodze. Czasem skracam godziny. I zawsze się udaje.
Chleb gryczany
Kaszę zamaczam w wodzie na całą noc, z samego rana mieszam kilka razy zawartość garnka, wylewam wodę, ale tak aby pozbyć się nadmiaru, by kasza nie była już pod wodą. Pozostawiam jeszcze na 1 - 2 godziny, mieszając co jakiś czas. Blenduję. Dodaję soli (1 łyżeczkę), posiekane pestki dyni, co tam mam w zapasach. Za każdym razem jest to, co innego. W chlebie na zdjęciu poniżej, dodałam dwie garści pestek dyni, 2 łyżki słonecznika, po łyżce lnu, chia, nasiona konopi, babki płesznik, sezamu, maku, płaską łyżeczkę czarnuszki), olej rzepakowy. Wszystko dokładnie wymieszałam, przelałam do foremki (mała keksówka), posmarowanej wcześniej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawiłam na kilka godzin (ok 8) w zamkniętym piekarniku. Wieczorem (ok 19.00) piekłam w nagrzanym do ok 180 -190 stopni piekarniku, przez około 1 godzinę, zostawiłam upieczony chleb do ostudzenia, bez otwierania piekarnika. Czas i ilość stopni zależy od piekarnika.
Ma u mnie wysokie noty za przyjemnie spędzony czas. Za realia, za grę aktorską. Musiałam zamknąć oczy, w pewnych momentach filmu, to wszystko przez moją wyobraźnię.
Film o tym, że ciężką pracą, poświęceniem, można zdobyć wiele, będąc bez tytułu, nawet w czasach, kiedy tytuł był najważniejszy. O tym, że można wiele stracić, jeszcze więcej zyskać.
Są idee, w imię których poświęcić możemy wszystko, a nawet jeszcze więcej.
O tym, dlaczego ograniczyłam kupowanie orzechów nerkowca?
Nie wiedziałam!O tym, że to nie są orzechy, a jedynie nasionka Nanercza zachodniego*, których pozyskiwanie jest niebezpieczne. To nie są orzechy włoskie na przykład, gdzie podejdziemy do drzewa, zerwiemy bez większego wysiłku (jeżeli nie podniesiemy z ziemi po prostu) i rozłupiemy skorupkę dostając się do wnętrza.
Na końcu zgrubiałej łupiny Nanercza zachodniego, znajduje się zaledwie jedno nasionko (!) i żrący olej. To jest dla mnie informacja niesamowita. Niewinny nerkowiec i żrący olej.
Nasionko to musi być wydłubane ręcznie, gdyż olej mógłby zniszczyć maszyny, a wiadomo... pieniądze, pieniądze, pieniądze... Większość niebezpiecznego oleju jest usuwana podczas prażenia łupinek, ale jak to bywa w życiu, nic nie jest ot tak proste. Podczas prażenia łupinki wybuchają, parząc dotkliwie. Podobno osoby pracujące na plantacji nerkowców, można rozpoznać po bliznach na dłoniach i rękach, po świeżych oparzeniach, i trudno gojących, zaropiałych ran.
A wiecie, kto zbiera dla nas te orzechy? W samych Indiach, na plantacjach pracują dziesiątki tysięcy robotników pracujących za tak zwaną miskę ryżu, w tym dzieci. Najbiedniejsi.
Ludzie godzą się na takie warunki pracy, na możliwość kalectwa, bo muszą. Dla większości, praca na plantacji, to jedyny sposób by wyżywić rodzinę. Ciężko dyskutować z takim argumentem.
Decyzja czy w związku z powyższym, kupować czy nie kupować, wcale nie jest łatwa. Załóżmy, że wszyscy postanowią solidarnie nie napełniać kiesy koncernom, by nie było relacji popyt -podaż, już widzę te jeszcze większą biedę i ucisk, tych zdesperowanych ludzi (domyślam się, że to raczej kobiety i dzieci), wiadomo, że są oni na samych końcu łańcuszka... więc nie rezygnuję ale mocno ograniczam... a z drugiej strony, gdy wyciągam orzecha z torebki, gdy mu się przyglądam, uruchamia się wyobraźnia, ten strach, ten krzyk, ten ból, który miał może coś dużo wspólnego z tym oto jednym nasionkiem, który trzymam w dłoni...
* Nanercz zachodni
Mam dla Was przepis na chleb, bez dodatku mąki, drożdży, i innych dodatków, o których nie wiemy, kupując chleb w markecie, a nawet w piekarni...
Strasznie boleję, nad swoim... hmmm... lenistwem, że jeszcze w moich kuchennych zmaganiach, nie dotarłam do własnej produkcji zakwasu...
Wydaje mi się jednak, że taki gryczany własnej roboty, wcale nie jest złą alternatywą. Skomplikowany nie jest, praco i czasochłonny też nie, mimo, że trzeba czekać... ale co to za czekanie, rano robi się kilka czynności i zmyka na cały dzień do swoich obowiązków, by wieczorem tylko włączyć piekarnik.
To przepis przerobiony pode mnie, nie wymyśliłam go, to raczej wynik kilku przepisów znalezionych w internecie, z każdego wzięłam coś, coś odjęłam, dopasowałam do swojego upodobania.
Piekę go od kilku miesięcy, jak w chlebaku okażą się pustki, a do sklepu mam nie po drodze. Czasem skracam godziny. I zawsze się udaje.
Chleb gryczany
- Opakowanie kaszy gryczanej niepalonej (to jest ok 500g)
- woda
- sól morska/ himalajska
- nasiona (słonecznik, pestki dyni, chia, babka płesznik, mak, sezam niełuskany, len mielony, czarnuszka, nasiona konopi...)
- olej
Kaszę zamaczam w wodzie na całą noc, z samego rana mieszam kilka razy zawartość garnka, wylewam wodę, ale tak aby pozbyć się nadmiaru, by kasza nie była już pod wodą. Pozostawiam jeszcze na 1 - 2 godziny, mieszając co jakiś czas. Blenduję. Dodaję soli (1 łyżeczkę), posiekane pestki dyni, co tam mam w zapasach. Za każdym razem jest to, co innego. W chlebie na zdjęciu poniżej, dodałam dwie garści pestek dyni, 2 łyżki słonecznika, po łyżce lnu, chia, nasiona konopi, babki płesznik, sezamu, maku, płaską łyżeczkę czarnuszki), olej rzepakowy. Wszystko dokładnie wymieszałam, przelałam do foremki (mała keksówka), posmarowanej wcześniej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawiłam na kilka godzin (ok 8) w zamkniętym piekarniku. Wieczorem (ok 19.00) piekłam w nagrzanym do ok 180 -190 stopni piekarniku, przez około 1 godzinę, zostawiłam upieczony chleb do ostudzenia, bez otwierania piekarnika. Czas i ilość stopni zależy od piekarnika.
Oglądałam, słuchałam: Polecam
AdmirałMa u mnie wysokie noty za przyjemnie spędzony czas. Za realia, za grę aktorską. Musiałam zamknąć oczy, w pewnych momentach filmu, to wszystko przez moją wyobraźnię.
Film o tym, że ciężką pracą, poświęceniem, można zdobyć wiele, będąc bez tytułu, nawet w czasach, kiedy tytuł był najważniejszy. O tym, że można wiele stracić, jeszcze więcej zyskać.
Są idee, w imię których poświęcić możemy wszystko, a nawet jeszcze więcej.
Niepokonani
Ten film to ja przez przypadek obejrzałam, raczej z ciekawości, bo główny aktor, to były "narzeczony" Alicji Bachledy Curuś... z przymrużeniem oka, ten film na początku potraktowałam.
Ale jestem pozytywnie zaskoczona. Gra aktorska jak dla mnie, na poziomie. Zaskoczyło mnie to, że film opowiada o niezłomnym Polaku, którego gra nie - Polak...
Bardzo lubię takie opowieści. O ludziach, którzy coś swoją historią, wnoszą do mojego życia. Końcówka filmu wbiła mnie w fotel, kiedy pojawiły się napisy, myślałam, myślałam, myślałam...
Wzruszyłam się jednym słowem.
Jakie te życie potrafi być pokręcone. Ile serwuje nam nadziei nawet w najgorszych momentach, że zawsze trzeba próbować i ni poddawać się.
Ostatnie odkrycie. Dojrzały. Wzruszający. Chwytający za serce.
KORTEZ
"Hej wy"
Słucham i słucham. Wsłuchuję się w słowa, innym razem w głos, w muzykę. Innym razem we wszystko. I myślę, roztrząsam, wspominam... Co ludzie mówili... gdzieś w ostatniej ławce, odpływałem... wróżyli mi, że marnie skończę...Choć nie dmuchali w moje żagle, odpłynąłem...
"Dla Mamy"
"20 tysięcy dzieci w Polsce przebywa w Domach Dziecka. W wielu krajach, Domy Dziecka to przeszłość. Chłopiec, który gra na pianinie z Kortezem, znalazł rodzinę zastępczą. Jest przykładem na to, że jeśli dziecko znajdzie kogoś bliskiego, kogoś z kim się zwiąże i poczuje się bezpiecznie, to ma w życiu szansę... Może uczyć się grać na pianinie, może rozwijać swoje pasje, może robić rzeczy zwykłe i niezwykłe, wtedy wszystko jest możliwe. Dziecko, które się tylko boi i wstydzi, które nie ma w nikim oparcia i nie wie co będzie jutro, nigdy nie zrobi niczego podobnego"
Myślę też, że są dzieci, które nie mają normalnej rodziny, i wszyscy to wiedzą ... Jest wiele dzieci, które mają normalne rodziny, z pozoru tylko normalne... Są dzieci, które nigdy nie poczuły się bezpiecznie, nie miały szansy, ani nie miały w nikim oparcia, znają tylko strach i wstyd... A jednak, wszystko jest możliwe.
I oto takim nostalgicznym akcentem, macham Wam na do widzenia :)




