Cudny dzień

Jakże ja się cieszę, że zbliża się -dzień- przed wigilią Bożego Narodzenia!
Czekam na te chwile, które nastąpią z utęsknieniem. Już za chwilę już za momencik. Będzie krzątanina... wiercenie, stukanie, sprawianie postawą wrażenia, że "czas pędzi a tu jeszcze tyle do zrobienia!
Mogę śmiało powiedzieć, że na te chwile,  które będą miały miejsce, dzień przed wigilią czekam niemal cały rok. Czyli to, co powinno być zrobione na bieżąco a odkładane na później, w końcu będzie zrobione przed świętami... teoretycznie... bo w praktyce co najwyżej 4 punkty będą zrealizowane, ale poczucie dumy realizatora tak duże jakby cała lista spełniona. To taka tradycja jest
No więc Ten dzień to taki mój mały cudzik.
Co się będzie wtedy działo! Ho ho ho
:):):)
Niech mnie ktoś uszczypnie... Bo nie uwierzę!
Mianowicie, na liście "będzie" odhaczone:

  • półka nad lodówką
  • założyć drzwiczki we wnęce
  • posprzątać garaże, by móc zaparkować w nich auta
  • wymienić wszystkie silikony w łazience
  • zamontować drzwi do prysznica
  • przywiercić listwy przypodłogowe
  • osłonić poobijane rogi ścian jakimiś deskami czy listewkami
  • zlikwidować druty zwisające z sufitu w kuchni
  • mocniej przymocować wywietrzniki w suficie w kuchni
  • naprawić kontakt w sypialni
  • przytwierdzić- ostatecznie- pokrywę od kontaktu
  • zamontować 3 wieszaki w kuchni
  • zrobić szufladę wysuwaną na przyprawniki
  • przymocować - na zawsze- wieszak w łazience
  • przymocować - na zawsze- wieszak w spiżarce
  • i milion innych spraw, które na ten moment nie pamiętam (ale sobie przypomnę :) w domu i poza domem, jak to na wsi bywa...
Opowiem Wam w jak magiczny sposób - ostatnio -została naprawiona pralka...
Coś stało się z pralką, podczas wirowania wydaje głośne, nieprzyjemne łomotanie, które zanika kiedy przestaje wirować. Wnioskuję, że wpadło coś metalowego do rury odpływowej.
- Adam proszę, napraw
- Ja nie wiem, ja nie umiem, nie i nie
- No ale proszę, zobacz chociaż tymi swoimi sprzętami, może coś tam jest i można wyciągnąć samemu?
- Nie
- No jak nie, to trzeba specjalistę prosić o naprawienie, znasz kogoś tu w pobliżu?
- Jest ktoś taki... kolega
- No to jak jest, to zadzwoń i umów się, piorę minimum 7 razy w tygodniu, więc naprawdę jest to dla mnie ważna sprawa, by pralka działała... rozumiesz? Widzę, po twojej postawie, że nie rozumiesz... ciekawe ile będzie kosztować naprawa?

Mija tydzień... Adam! Kurczę pieczarki! Już już, zadzwonię i umówię się na sobotę...
Sobota (tydzień później), z samego rana:
- O której ten pan przyjdzie.... Adam?
- .... ?
- Nie przyjedzie, bo nie dzwoniłem... wiem miałem dzwonić
- ...!!!!!
- Spróbuję sam naprawić
Naprawia. Próbuje, znaczy się. Przyglądam się całemu procesowi... okazuje się, że nie da się naprawić, nie sięgnie wgłąb rury, trzeba będzie jednak wzywać kolegę. Ale ja muszę zrobić pranie. Ten, kto ma pełne wszystkie kosze i zapełniony bęben, ten wie, że pranie MUSI być zrobione, czyż nie?
Widzę, że zakręca kurek do odpływu, mówię, aby sprawdził, czy dobrze zakręca. To bardzo ważne, powtarzam. W pamięci mam dokładny obrazek zalanej łazienki, z mojej winy. Nieprawidłowo przymocowałam kurek, podczas oczyszczania odpływu. A byłam całkowicie pewna, że prawidłowo zakręciłam.
Ale na moje słowa śmieje się, takim tonem, który tłumaczę na słowa " Co ty mi tu będziesz mówić, jak ja mam zakręcać? Będziesz mnie tu pouczać, a co ty możesz wiedzieć? JA doskonale wiem, jak mam to zrobić'... jak już sobie przetłumaczyłam, nie wytrzymałam, wiadomo
- Co się tak na mnie patrzysz?!!! Mówię ci, sprawdź, czy dobrze zakręciłeś korek? Wiem, co mówię, nie chcę abyś mi zalał łazienkę. Nie śmiej się... jak myślisz, co się dzieje kiedy ciebie tygodniami nie ma? Wszystko się dzieje...! A jak myślisz, kto naprawia te usterki?! Wiem, co mówię, sprawdź, czy kurek jest prawidłowo zakręcony

Nie posłuchał, albo posłuchał, nie wiem, zdenerwowana poszłam do biurka, uparcie przy nim siedziałam, bo niewiele jest sobót, w których mąż w domu, może przejąć część moich obowiązków, wykorzystując tę sposobność wyciszam się przy biurku. Nagle słyszę przeraźliwe wołanie Przemka
- Mamo!!!, na które wszyscy się zlecieliśmy: zalało łazienkę, pralka co zaczerpnęła to oddała silnym strumieniem na podłogę, wszystko zostało zalane. Cała podłoga w wodzie. Mąż w wodzie. Z podwiniętymi nogawkami spodni, w skarpetkach (nie zdążył ściągnąć), trzyma 2 cm miedziany nit (z bluzy), który wypluła pralka i mówi:
- Jak powiedziałem, że naprawię, to naprawię! - i dumnie wypina pierś a na twarzy ma osobliwy uśmiech samozadowolenia.
No ale jakby się chłop miał odwdzięczyć to by opowiedział, historię o Taką na przykład.

Tak więc, wierzę w cuda, wierzę w to, że choć jedna rzecz z listy powyższej będzie w ten cudny przedświąteczny dzień odhaczona. I to jest dla mnie tak samo niesamowite, jak podanie, że w noc Wigilijną, zwierzęta mówią ludzkim głosem...
 :)

5 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy taki był Twój zamysł, Sylwio< ale czytając ten wpis wielokrotnie się uśmiechałam. Jeśli mąż wiedziałby jaką listę zadań mu przygotowałaś, pewnie znalazłby pretekst, by ten dzień przed Wigilią spędzić poza domem. Ha, ha, ha.
    A tak na serio to trochę Ci zazdroszczę, że nawet jeśli nie wszystkie, to choć jedna pozycja z zestawienia zostanie odhaczona. U mnie nie ma szans.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :):):) Chciałam to z siebie wyrzucić, by poczuć się lepiej. Miałam dwie opcje, przynudzać narzekając albo bawić się narzekaniem. Drugą opcję uznałam za zdrowszą :)
      "... U mnie nie ma szans" - naprawdę, sądziłam, że tylko ja mam tak "chętnego" do naprawiania drobnych usterek czy poprawek. To jest doprawdy frustrujące. Nawet się nie odważę napisać, że znalazłam sposób na Niego, i bez szemrania zrobi coś, bo nie znalazłam, zaczęłam już prosić, dopytywać, przypominać i liczę na cud...
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja się już pogodziłam z takim stanem rzeczy i albo sama (jeśli potrafię) naprawiam, albo szukam fachowca. Cieszę się, że chociaż moja młodsza córka nie ma takiego problemu. Zięć jest niesamowity, potrafi wszystko zrobić i każdą usterkę naprawia natychmiast:)

      Usuń
    3. Dla zdrowia psychicznego też powinnam się z tym pogodzić... mniej nerwów
      Informacja o zięciu zrobiła na mnie wrażenie :)

      Usuń
  2. Twoja zabawa narzekaniem zawsze do mnie przemawia, hahaha....
    Przed świętami też zawsze mam listę (choć ja nie z tych co planują....ale Mąż musi mieć na kartce, bo w przeciwnym razie zapamiętuje tylko to co mówię na początku i końcu swojego monologu, a wiadoma sprawa, że takich bzdetów do poprawy i naprawienia ZAWSZE długa lista ;)...) za każdym razem -jak Ty- łudzę się nadzieją, że to ten czas, ten magiczny czas, że to w końcu teraz ten cud "sprawczo-naprawczy" nastanie...i podobnie jak Ty, wykreślam raptem ułamek zadań z listy ;p Ale, ale...co prawda listwy przypodłogowe u nas tez jeszcze nie mają miejsca bytu ;p za to mam wymarzony blat (na razie wkomponowany na stary stół, który planuję sobie przemalować)...a na blat ten czekałam TYLKO 3 lata :) :) pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger