Moje pierwsze malowane jajo gęsie

Moje pierwsze malowane jajo gęsie

Witajcie! Jak w tytule, moje pierwsze malowidło na jaju, miało ich być 15, ale oczywiście, nie miałam szans na to by na nich cokolwiek namalować. U mnie nic się nie zmieniło, nadal nie ma miejsca na twórczość w moim życiu.... powinnam zamieścić jakiegoś smutasa, bo jednak tworzenie jest dla mnie ważne... ale.... ale święta się zbliżają, to są święta radości, nie powinno być miejsca na smutasy... a te jajko wymęczone jest dosyć mocno, malowałam je tydzień (powinno zająć godzinę max).
Dziś tak krótko, bo w kuchni jestem potrzebna (i w każdym innym pomieszczeniu w domu :)
chciałabym życzyć Wam wspaniałych, radosnych świąt Wielkiej Nocy, niech one trwają w zdrowiu, w spokoju bądź szaleństwie, jak kto woli. Błogosławieństwa Bożego Wam życzę...Wesołych Świąt! ;)








Śpiąca ruda kita

Śpiąca ruda kita

Powiem Wam, że z lekkim zdumieniem przyjmuję fakt, że mamy marzec, jestem mocno spóźniona ze wszystkim, ten lisek, który za chwilę pokażę, miał być dodany w lutym..... stop! Nie będę narzekać, powinnam się cieszyć, że w ogóle dane mi było go pokazać! O, takie nastawienie usprawiedliwia wszystko, prawda?
Dziś nie będę przedłużać, muszę pędzić zrobić obiad, by starsze mogło się najeść gdy wróci z baletu. Obiad pewnie skończę o 18.00, więc raczej obiadokolacja to będzie - no trudno, nie wiem jak u Was, ale ja jak zwykle miałam do wyboru: dokończyć naszyjnik, zrobić jemu zdjęcia, obrobić, napisać post czy.... zrobić obiad. Dziś priorytety się zmieniły :D
Miałam nie przedłużać, sorryyy ....
I jak Wam się podoba?












Lisek

Lisek

Naprawdę, sądziłam, że następną rzecz jaką pokażę , tu na blogu, zaraz po łyżwach,  to będzie koszulka dla mojej Martyny, z Krainą Lodu. Za bardzo nie potrafię nadążyć za tą bajką, po raz setny córce tłumaczę, że nie ma mowy o sukience z tej bajki, o rajtuzach, o kurtce, spodniach, szaliku, czapce, linijce, gumce, spince, okularach... itd. To jakiś koszmar, gdyby mogła, to by wszystko  miała z tej bajki. Na razie nie ma nic. Długo się broniłam... i chyba poległam, bo dłonie mamy już uściśnięte w imię wzajemnego porozumienia... znaczy się, będę malować Elzę z Krainy Lodu. I teraz pytanie, które sobie zadaję; czy jestem słaba, że się poddałam, czy jestem dobrą mamą i zamierzam spełnić życzenie dziecka? I też się zastanawiam; gdybym przyjęła wersję pierwszą, to czy ta słabość.. to nie czasem słabość do tworzenia? Bo jak się okazało, że tę nieszczęsną Elzę mam sama namalować, to jakoś łagodniej na nią spojrzałam ;)
Rzecz ma się podobnie z liskami... pewnie zauważyłyście, że wszędzie są liski? Wiele osób tworzy liski, znajdują się one na pościeli, na koszulkach, w biżuterii, na kartkach, maskotki, w biżuterii .... i  gdyby nie pewna osoba, jakoś te liski by mnie ominęły, i niby się  broniłam, ale wygląda na to, że słabo.... ;)





Łyżwy z kożuszkiem

Łyżwy z kożuszkiem

I udało mi się zrobić zdjęcia kolejnych łyżew. Przy obrabianiu zdjęć naszły mnie dwie myśli: pierwsza, że to jednak super sprawa, że wymyśliłam takie łyżwy (mam na myśli zrealizowanie projektu), teraz widzę nieskończenie wiele rozwiązań, przede wszystkim w różnorodności bucików (bez płóz: płozy są malutkie, razem z bucikami łyżwy wynoszą ok 7cm), płozy pozostawię bez zmian. Spróbuję stworzyć jeszcze mniejsze łyżwy...
Druga myśl, i nie wiem dlaczego nie wpadłam na to wcześniej, tym bardziej, że mam większe rozmiary płóz, że przecież mogę stworzyć większe łyżwy, które będą odzwierciedleniem tych mniejszych. Bo kształtu bucików zmieniać raczej nie będę, jak dla mnie jest idealny :) 
Moim skromnym zdaniem oczywiście :) :) :)
A tak już na poważnie; jestem po prostu z tych moich łyżew dumna, no i z siebie też, w końcu stworzyłam je od samego początku, w każdym najmniejszym nawet szczególe. I mijają lata, a one nadal są moim nr 1









Ufffff... zdążyłam!

Ufffff... zdążyłam!

Mamy jeszcze styczeń, więc nie jest głupio pokazać łyżwy; choć parę lat temu, to w ogóle takie myśli do głowy by nie przyszły, jeszcze parę lat temu... to była dopiero zima! I śnieg, i mróz, i szron, na drzewach, domach, polach, no wszędzie. Zamarznięte jeziora, stawy, że w cale nie strach było na nie wejść... A teraz? Teraz świeci słońce, i wiosna, wiosna.... w styczniu
Tak zaczęłam a powinnam od przeprosin, że blog zaniedbałam, że Was przez ten czas nie odwiedziłam... no przepraszam :)
Miałam wcześniej wstąpić Tu, napisać post podsumowujący rok 2015, i plany noworoczne miałam opisać, ale tak się złożyło, ze i na to za wiele czasu nie miałam. Dzieci chorowały mi 2,5 tygodnia, najpierw Martyna, kilka dni po niej Przemek, kiedy już się wszystko uspokoiło, kiedy zaświeciło słońce i uszczęśliwiona o spacerze zaczęłam myśleć, moja Martyna zachorowała na ospę... i tak sobie siedzimy....w zamknięciu, trochę się martwię, że Przemek się zarazi (bo na razie cisza jest), On jeszcze 2 lat nie ma, jak ja Mu wytłumaczę i upilnuję, że ma nie drapać?
Przez te wszystkie styczniowe dni, robiłam łyżwy, sezon mamy w końcu, i udało się skończyć, dlatego nie tracąc czasu dziś rano zrobiłam kilka ujęć, by się z Wami przywitać, pozostawiając coś, bo ja tak z pustymi rękoma nie lubię. Kolejne zdjęcia, jak będę miała chwilkę umieszczę dziś wieczorem.
Pozdrawiam :) 












Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger