Czuję ogromną ulgę, że skończyłam to, co zaczęłam. Niestety tak mam, że ledwo zacznę jedno to już marzę by skończyć bo w głowie kolejny pomysł, który muszę zrealizować już TERAZ :)
Moim problemem była pralka w łazience (marzy mi się pomieszczenie gospodarcze, w którym miałabym wszystko w jednym miejscu, wszystko to, co potrzebne każdej pani domu - piszę to gdyby mój mąż przez przypadek czytał mój post :) )
No więc ta pralka:
Ciągle odsłonięta, w pewnym momencie zaczęła mnie aż prosić by zasłonić :) Trochę potrwało zanim znalazłam odpowiedni materiał. Miałam w planach kupić tkaninę w morskie klimaty, ale uwaga po 1,5 miesięcznym zastanawianiu się! :) zdecydowałam się na spokojny, stonowany kolor - łazienkę mam w beżu i błękicie. Niekiedy bywam mało zdecydowana.
Musiałam zaplanować szczegóły a potem sama przyjemność... szycie.
A więc szyłam, szyłam i szyłam. Podobno nici miały być I klasa, a co chwilę pękały: nie ma nic bardziej denerwującego w szyciu na maszynie...
Kilka przymiarek i w końcu jest zasłonka :)
Uff! Udało się :)
Teraz bym chciała półkę nad lodówką w kuchni... ale tego akurat nie da się uszyć...
Pozdrawiam :)