NASZE WYCIECZKI - miejsca które warto zwiedzić z dziećmi (na Śląsku)

NASZE WYCIECZKI - miejsca które warto zwiedzić z dziećmi (na Śląsku)

Byliśmy w różnych miejscach ale te dwa poniżej zwróciły moją większą uwagę. To są miejsca, w których można być od samego rana do późnego wieczoru i mieć myśl, że nie zobaczyło się wszystkiego.
Wycieczki, w sposób zaskakujący zainicjował mój mąż a jeżeli chodzi o mojego męża, jest to naprawdę niesamowite, wyciągał te nasze wyprawy jak z kapelusza z uśmiechem zadowolenia (z siebie). Dość długo zastanawiałam się skąd czerpie inspiracje...

Park rozrywki w Ogrodzieńcu

Mury zamkowe, które wyłaniały się pośród drzew, widziałam już jak wjeżdżaliśmy na parking, który jest niżej usytuowany. By dostać się na tereny zamkowe trzeba najpierw trochę się wspiąć. Od razu serce zabiło szybciej. Ja już tak mam, kiedy zobaczę zamek, jego ruiny, rycerzy, szaty, scenerie... puls mi przyspiesza.
Przypomniała mi się teraz pewna historia z mojego młodzieńczego życia... znalazłam w szafie, głęboko ukryty kupon zielonej bawełnianej tkaniny, otrzymałam zgodę na jej wykorzystanie, postanowiłam zatem uszyć sobie suknię.
Nie sukienkę, tylko suknię.
Nie inspirowałam się niczym, po prostu wyobraziłam sobie, jak ma ona wyglądać, powzdychałam z zamkniętymi oczyma, bo wizje miałam doprawdy kolorowe... i wzięłam się za szycie, wykorzystując maszynę Łucznik. Szyłam, szyłam, aż uszyłam. Bez przymiarek większych, w zasadzie w tajemnicy przed wszystkimi, siedząc po nocach, niemal widząc podziw wszystkich, jak zobaczą, co spod moich rąk wyszło.
Kiedy suknia była gotowa, ubrałam ją i z dumą pokazałam siostrze. A ta mnie wyśmiała.
Jeszcze mi w uszach brzmi ten jej śmiech. Że staroświecka jestem i żebym to zdjęła, siary nie robiła.
Ja miałam 17 lat ona 11.
Zdjęłam, pewnie, że zdjęłam. Ale znacznie później, ucząc się do matury, natrafiłam na stroje XIV wieku. Oniemiałam z wrażenia, bo okazało się, że kiedyś tam wykonałam rekonstrukcję... brakowało tylko pasa na biodrze (wysadzanego klejnotami :):):)
Musicie mi zatem wybaczyć, te moje wzdychania do tego zamku, nie mogę się powstrzymać, bowiem tkwi to we mnie głęboko.
Jak ja żałuję, że przyjechaliśmy o późniejszej godzinie, czasu na zwiedzanie zamku, okazało się już na miejscu, w ogóle nie było, jaka szkoda, bardzo żałuję. Ten zamek to będzie dla mnie, punkt konieczny do zwiedzania w następnym roku. Uwielbiam takie miejsca, zobaczcie Tutaj jak to wszystko pięknie wygląda.
Nie miałam czasu na robienie zdjęć, bo moje dzieci rozpierała energia, więc poświęcałam swoje chęci na bieganie to tu, to tam, tęsknie patrząc na wznoszącą się powyżej budowlę i trochę dalej umiejscowiony Park Miniatur. Byłam tam przez chwilę, przy miniaturach, ale nie zdążyłam nawet wyciągnąć aparatu, gdyż zostałam zaciągnięta (siłą) na plac zabaw.
W Parku rozrywki mamy sektor z miniaturami, ścieżkę edukacyjną (w której najbardziej spodobały mi się krzywe zwierciadła, a najbardziej te, co to potrafią wydłużyć, to co w naturze nie jest wydłużone :D, park linowy, tor saneczkowy, plac zabaw.
Jest miejsce gdzie można zjeść, ale ci, co chcieliby zjeść dobrze i zdrowo mogą czuć się zawiedzeni.
Wszelkie informacje na temat parku rozrywki Tutaj 



Twinpigs w Żorach

Miasteczko westernowe zostało otworzone w 2012 roku, od kilku lat się w to miejsce wybieraliśmy ale dopiero teraz udało nam się zrealizować nasze zamiary.
Nie ma co ukrywać, że wycieczki rodzinne są drogie (są zniżki, dzieci do 3 r.ż wstęp za darmo), a chcieliśmy aby Martynka (wtedy była tylko Martynka i miała 3 latka) mogła dzień w takim miasteczku wykorzystać maksymalnie. Bo trzeba wiedzieć, że i wiek i wzrost też ma znaczenie. Dziecko musi mieć 1,20 cm by mogło skorzystać z wielu atrakcji (przy niektórych trzeba mieć 10 lat +).
Spędziliśmy tam 7 godzin (nie mam pojęcia kiedy to upłynęło) i nie zwiedziliśmy nawet połowy atrakcji (jest ich 37), warto sobie zatem zaplanować cały dzień.
Miasteczko rozrasta się, widziałam za wodospadem, że kolejny kawałek terenu jest w trakcie przebudowy.
Słyszałam na temat Twinpigs same dobre opinie, choć teraz jak piszę to, w sumie nie wiem... raz celowano do mnie z broni, drugi raz do męża, choć Jemu to się wtedy należało, bo chciał porwać z mojej torebki żelki. Paczka została uratowana, ale łup i tak kowboj sobie wziął. Smacznego...
:)
Gdybym miała opisać atmosferę, to na myśl przychodzi mi życzliwość. Życzliwość nie tylko między pracownikami, ale ogólnie, unosiła się ta przyjemna atmosfera nad tym miasteczkiem jak jakaś bańka. Ludzie - klienci - uczestnicy też tacy radośni.
Wszyscy animatorzy byli uśmiechnięci (nie widziałam ani jednego znudzonego, który po raz tysięczny odgrywa scenkę) ale i między sobą pokazywali przyjazne relacje, to było bardzo widoczne, zwłaszcza wtedy, kiedy jeden kowboj drugiemu chciał wybić zęby.
Jest tam też mini zoo... i tak, muszę napisać, że ja bardzo nie lubię takie mini zoo, a dosadniej, jestem wręcz przeciwna, szkoda mi tych zwierząt, które w mojej ocenie nie mają jak nóg rozprostować, byłabym jednak niesprawiedliwa gdybym nie napisała, że zwierzęta były nakarmione i zadbane. To na plus.
Martyna czuła się jak ryba w wodzie, szerokie ulice między domami to było to, co  lubiła najbardziej, nie wiem po kim Ona ma tyle energii, była niczym wiatr, szalała, ciężko było za nią nadążyć, a za nią młodszy brat, który koniecznie za Siostrą, próbował dotrzymać kroku. I właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że Przemek ma tyle lat ile miała Martynka, kiedy otworzono Twinpigs, a dzień wykorzystał jak dla niego maksymalnie. Nieuzasadnione były nasze obawy, że córka jest za mała na takie atrakcje. Trzylatek, ma co robić w takim miejscu.
Ośmiolatka o wzroście mniejszym niż 1,20 cm ma do robienia jeszcze więcej.
Wniosek jest taki, że za 2-3 lata powrócimy do Twinpigs...
Wszystkie informacje znajdziecie Tutaj




Napad na bank w Twinpigs

                                         


Zdradzę Wam tajemnicę mojego męża, odkryłam ją niedawno, A która w tym momencie tajemnicą być przestała... On te wszystkie miejsca wynajduje na stronie Groupon/ Czas wolny/ Atrakcje dla dzieci, na stronie Tutaj

NATURALNY ANTYBIOTYK - KURKUMA

NATURALNY ANTYBIOTYK - KURKUMA




Zastanawiam się czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o kurkumie? Stała się ona ostatnio bardzo modna. Gdzie nie wejdę, to przeczytam o wspaniałych jej właściwościach. Prowadzone są badania na jej temat... podobno  w krajach gdzie stanowi ona podstawę w kuchni stwierdzono mniejszy odsetek ludzi, cierpiących na choroby nowotworowe.
Aż dziw, że o niej nie słyszeliśmy wcześniej.
Można też pomyśleć, że to kolejna jakaś moda - bo przecież, ile osób 20 lat temu słyszało o kurkumie? - moda, która przeminie? Wierzę w to, że zioła mogą dużo zdziałać, albo też konkretnie wspomóc, więc tych rewelacji nie traktuję z przymrużeniem oka. Wręcz przeciwnie.
Nie kupuję w aptece syropów na kaszel, przeziębienie, witamin na włosy, paznokcie... na własnej skórze przekonałam się o mocy ziół.
W mojej kuchni kurkuma pojawiła się jakieś 10 lat temu i miała swój krótki epizod, przywiozłam ją z Egiptu, i za bardzo nie wiedziałam, co mam z nią zrobić, a w internecie były zaledwie szczątki informacji. Więc poszła w zapomnienie, aż nagle nieśmiało powróciła 2 lata temu, a od roku zadomowiła się na dobre. Daję szczyptę albo trochę więcej gdzie się tylko da,  do obiadów, do napoi, deserów.
Mamy okres jesienny, jest chłodniej, pogoda jest już zdradliwa. Niełatwo o przeziębienie. Kurkumę stosuję cały rok, ale w okresie jesienno zimowym zwiększam jej dawkę. Bazuję głównie na paście z kurkumy.
Ja  w tym poście, Ameryki nie odkryłam, gdziekolwiek wpiszecie wyraz: kurkuma otrzymacie bardzo dużo informacji. Nie moim zamiarem jest to wszystko wpisać w ten post, raczej nadmienić do czego w mojej kuchni tę przyprawę używam.
Większość przepisów jakie znajdziecie w tym poście nie są mojego autorstwa, są z internetu, ze stron, na które natrafiłam w poszukiwaniu remedium na przeziębienie. Przepisy zainteresowały mnie na tyle, by chcieć przetestować. Przetestowałam i uważam za zgodne.

Kurkumina (związek chemiczny występujący w kurkumie)

Kurkumina jest głównym aktywnym składnikiem, występującym w kłączach kurkumy (Ostryż indyjski), ze względu na swoje właściwości lecznicze znana jest medycynie naturalnej dalekiego Wschodu od tysiącleci. My (Europejczycy) dowiedzieliśmy się o kurkumie dzięki weneckiemu kupcy podrównikowi, który wyruszył w podróż za szlachetnym jedwabiem. Marco Polo po drodze odkrywał i opisywał napotkane zioła. Jedno z nich przypominało mu szafran, tak je opisał, po dziś dzień  w wielu krajach, kurkuma nazywana jest indyjskim szafranem.
Kurkuma ma naturalne działanie przeciwgrzybicze ( pomaga zwalczać grzyby Candida), przeciwwirusowe, oczyszczające, antynowotworowe, wzmacnia naturalnie układ odpornościowy. 
Wymienię pokrótce... przyspiesza trawienie, zapobiega odkładnie tkanki tłuszczowej, wspomaga metabolizm, działa oczyszczająco na krew, wspomaga pracę trzustki i wątroby, obniża poziom cholesterolu, pobudza wydzielanie żółci. Stosowana jest również przy zmniejszeniu bólów menstruacyjnych. Przyspiesza gojenie ran, łagodzi stany zapalne.
Stosowana jest też jako żółto pomarańczowy barwnik. Może pamiętacie moje ciasteczka ananasy podczas Dnia Ananasa? Lukier jaki nakładałam na ciasteczka zabarwiłam właśnie kurkumą, dałam jej małą ilość, by osiągnąć pożądany kolor. 
Oczywiście (jakżeby inaczej) jest coś takiego jak kurkuma najwyższej jakości, to oznacza, że jest kurkuma niższej jakości i prawdopodobieństwo, ze właśnie taką kupujemy w sklepie, jest wysokie. Dobrze jest wiedzieć skąd pochodzi kurkuma, którą wkładamy do koszyka*

Pasta z kurkumy **

To taki dla mnie starter. Robię ją co 2 tygodnie,  przechowuję w lodówce, w szklanym pojemniku.

  • 3-4 łyżki kurkumy w proszku
  • Szklanka wody
  • Pół łyżeczki oleju kokosowego
  • Spora szczypta pieprzu czarnego
Mieszamy wszystkie przyprawy w wodzie, podczas gotowania (około 6-8 minut) mieszamy aby się nie przypaliło, podczas gotowania masa gęstnieje. Piperina zawarta w pieprzu pozwala łatwej przyswoić kurkuminę. To ważne byśmy dodawali pieprz , gdyż kurkumina ma niską przyswajalność, odkryto (naukowcy z uniwersytetu w Michigan), że czarny pieprz spożyty razem z kurkumą, zwiększa jej wchłanianie aż o 200%.
Do czego można użyć taką pastę? Do tzw. Złotego mleka, oryginalnie używa się masła klarowanego ghee lub oleju migdałowego, ale sądzę że olej kokosowy (koniecznie nierafowany) też może być. W różnych przepisach pastę z kurkumy miesza się z mlekiem krowim, ale jako, że my takiego nie spożywamy, to mleko roślinne jest idealnym substytutem. Mleko sojowe też unikam.

Złote mleko

Szklankę mleka kokosowego podgrzewam z łyżeczką pasty z kurkumy. Bardzo ważne jest by nie zagotować mleka, takie mleko traci wówczas wszystkie swoje zdrowotne właściwości,  można dodać jeszcze odrobinę oleju, oprószyć pieprzem, odstawiamy na kilka minut, pijemy jeszcze ciepłe.
Niektórzy dodają imbir, dosładzają miodem, oprószają cynamonem.
Ja lubię tę podstawową wersję, czyli same mleko, odrobina oleju i łyżeczka pasty plus szczypta pieprzu.

Herbatka (wspomagająca oczyszczanie z toksyn i pasożytów)***


  • Łyżeczka startego imbiru
  • Pół łyżeczki cynamonu cejlońskiego
  • Pół łyżeczki kurkumy
  • Łyżeczka nierafinowanego oleju kokosowego
  • Łyżeczka miodu lub syropu klonowego
  • Szklanka ciepłej wody
  • Szczypta pieprzu czarnego
  • Szczypta anyżu
Zagotować w szklance wody imbir, kurkumę, cynamon z pieprzem. Po zagotowaniu dodać olej, a gdy herbatka ostygnie osłodzić miodem/ syropem i oprószyć sproszkowanym anyżem.
Podczas infekcji pić dwa razy dziennie a przy osłabieniu jedną szklankę, którą można podzielić na pół, na rano i wieczór.
Podejrzewam, że dla kogoś kto wcześniej nie spożywał kurkumy w większych ilościach, dodatkowo przepada za "sklepowymi" smakami, to może być herbatka nie do przejścia.
Polecam jednak przejść :)

Ponadto

Pijemy soki. Zakup wyciskarki do warzyw i owoców, to była jedna z najlepszych naszych decyzji, dzięki niej mogę, w sposób szybki dostarczyć swojej rodzinie szklankę zdrowia. Często korzystam z tego sprzętu, robiąc soki głównie. 
Polecam:  marchew, odrobinę świeżego imbiru , 4 cm świeżego korzenia kurkumy, jabłko. Wyciskamy i pijemy.
Często robię koktajl mango z kurkumą, jest bardzo prosty do wykonania, a dzieci moje, przede wszystkim Przemek, za nim przepadają: 2 mango, pół łyżeczki sproszkowanej kurkumy, śmietanka z mleka koksowego, blendujemy. Jak koktajl jest za gęsty to dolewam trochę wody.

Co dalej z kurkumą

Zazwyczaj stosuję ją pod koniec gotowania, albo oprószam (w większej ilości staje się gorzkawa w smaku ale to jest sprawa mocno indywidualna), jesteśmy w miarę przyzwyczajeni do jej smaku (z wyjątkiem mojego niereformowalnego Męża) , i o ile nie zależy mi na zmianie koloru potrawy, to kurkumę dosypuję gdzie się da, czy gdzie mi pasuje.
Trochę poszperałam w internecie i wśród komentarzy pod jakimś artykułem, znalazłam receptę (podobno przetestowaną i skuteczną) na łupież. Poszperałam dalej i znalazłam inne kosmetyczne rewelacje na jednej stronie, zobaczcie Tutaj
Maseczka przeciwłupieżowa; kurkuma plus olej kokosowy podgrzewamy kilka minut, nakładamy na włosy i skórę głowy owijamy ręcznikiem i zostawiamy na 30 minut, po czym następnie dokładnie myjemy włosy. Podobno łupież znika, włosy są lśniące i delikatne w dotyku, włosy przestają wypadać.
Maseczka na twarz cera jest wygładzona, znikają problemy skórne. Do kurkumy dodać odrobinę oleju kokosowego (arganowy, jojoba - jeżeli do cery trądzikowej, reguluje pracę sebum), posmarować twarz omijając okolice oczu i ust (i dziurek w nosie ;) pozostawić na 30 minut, spłukać w letniej wodzie.



* O kurkumie i jej jakości Tutaj 
** Przepis na pastę znalazłam na stronie Tutaj Przy okazji muszę Wam polecić tę stronę, dużo ciekawych informacji, szczerych, rzetelnych tam znajdziecie.
*** Przepis na herbatkę znalazłam na stronie Tutaj od siebie dodałam odrobinę anyżu, obok cynamonu jest to moja jedna z ulubionych przypraw (słodkich), a w tej herbatce wyjątkowo mi smakuje.

Drewniana miska i łyżka do przypraw od Pana, który czaruje drewno Tutaj
MĄŻ DOMATOR- JAK PODNIEŚĆ MU CIŚNIENIE I SPRAWIĆ BY BYŁ ZADOWOLONY

MĄŻ DOMATOR- JAK PODNIEŚĆ MU CIŚNIENIE I SPRAWIĆ BY BYŁ ZADOWOLONY

Powiem Wam, że mam podejrzenia, iż między moim mężem a mną przechodzi jakieś pasmo "porozumienia przeciwnego", odbywające się poza moją świadomością :)
Jeżeli nasz Dzień Ananasa pamiętacie (do zobaczenia Tutaj ), to wiecie, że w tym samym czasie obydwoje planowaliśmy, w sekrecie między sobą, niespodziankę - czas wspólny.
A więc nauczona wcześniejszym doświadczeniem, powiadomiłam męża o moich planach trzy dni wcześniej, dumna z siebie, że zapięłam wszystko na ostatni guzik.
Dla przypomnienia (gdyby zapomniał) dzień wcześniej (a dokładnie kilka godzin PRZED) zrobiłam powtórkę. Mniej więcej wyglądało to tak (rozmowa toczona w nocy, szeptem gdyż dzieci spały, wykrzykniki dla podniesienia wagi :)

Mediacje

- Słuchaj Adam... jutro śniadanie jemy w lesie... przypominam
- Co?!?
- Co co... (!) - znowu się zaczyna, myślę sobie
- Jutro nie da rady, na mecz z chłopakami jadę o 14.00 muszę wyjechać
- Co takiego?!?  - to ten moment, w którym, jeżeli myślałam o mediacjach, to o nich zapomniałam natychmiast. To niesamowite jak można natychmiast zapomnieć o czymś.
- Jadę jutro z chłopakami na mecz, o 14. 00 wyjeżdżamy, bilety kupione
- A to super, jedź sobie nawet na księżyc! ... Słuchaj... dlaczego mi nic nie powiedziałeś, że na jakiś mecz sobie jedziesz?Przecież to jest niedziela, Ty sobie pojedziesz się zabawić, a ja sama z dziećmi zostanę, czy ty o tym pomyślałeś choć na chwilę?!
- Mówiłem....Do jakiego lasu - przerywa mi - chcesz jechać, blisko rozumiem? - z nadzieją w głosie, pewnie ma też taką samą nadzieję, że nie będzie się za bardzo musiał wysilać.
- Nie mówiłeś, chyba ci się śniło, że mówisz do mnie, to ja ci przedwczoraj mówiłam o tym lesie.... do jakiegoś reprezentacyjnego, marzy mi się taki  czyściutki bez chaszczy, mech, wrzosy, a w śród nich sosenki, brzozy na przykład
-Nigdzie tak daleko nie jedziemy
- Jedziemy
- Ja o 14.00 wyjeżdżam, nie zdążymy, o której chcesz jechać? To dwie godziny jazdy
-Nie kombinuj, do godziny i jesteśmy w jakimś fajnym miejscu, kocyk, herbatka, jedzonko, dzieci będą szczęśliwe, a może potem na grzybki na chwilę...?
- Takie wymyślanie - gbura już pod nosem, chyba te grzybki do niego przemówiły. Trzeba wiedzieć, ze grzybki to on uwielbia, zwłaszcza zasmażane na masełku z jajecznicą i dużą ilością pietruszki -Jak znam życie, to wyjedziemy po 10.00 i nie zdążę
- Nie wyjedziemy po 10.00! Ja już się postaram by wcześniej wyjechać, zobaczysz, zjemy sobie śniadanko w lesie, potem na grzybki, i zdążysz na tę swoją 14.00... kawalerze (!)
- Ty to zawsze musisz coś wymyślić - mówi rozdrażniony
- I wzajemnie... dobrze wiesz, że musimy dojść do jakiegoś porozumienia. Nie tylko ty chcesz mieć fajną niedzielę. Dla dzieci to naprawdę będzie niespodzianka, a przecież lubisz chodzić na grzyby
- A i jeszcze jedno, zdjęć robić nie będę
- No to nie będziesz, trudno, jakoś to przeżyję - a co to pierwszy raz?

Oczywiście pojechaliśmy. w radosnej atmosferze, bo ten mój maż, to musiał się najpierw przespać z tematem, by zrozumieć, że aby wziąć to trzeba najpierw dać, choć sądzę, że bardziej mu o grzybki chodziło.
Po 50 minutach znaleźliśmy dość ciekawy las, (niestety bez mchu i wrzosów), parkingi załadowane autami cudem udało się wjechać w miejsce, myślę sobie, że po grzybkach, na pewno przebrane, jak tyle ludzi.
 Otwierając bagażnik myślę, że to nic, za to zjemy sobie śniadanie na łonie przyrody, też fajnie będzie, dawno tak nie robiliśmy.  Mija nas pani, widzę, że majta wiaderkiem a ono puste, nic z niego nie wypadnie. Okazuje się, że grzybów nie ma, przechodzi na drugą stronę, może coś znajdzie.
Wzruszam ramionami, cóż...
Idziemy się najpierw rozejrzeć, poszukać polankę na piknik, bierzemy malutki koszyczek, w razie czego...
I co się okazuje? Po pół godzinie byliśmy z powrotem przy aucie, by wziąć większy kosz, bo ten mały był już cały zapełniony, kieszenie kurtek naszych też. Tyle grzybów! Weszliśmy do młodego lasku, gdzie drzewka nie mały nawet 2m, a tam jak zatrzęsienie.
... Powiem Wam, że to żadna przyjemność zbierać grzyby, gdzie jeden przy drugim rośnie, przy 50 przestało mnie to już bawić. Ja to jednak lubię chodzić sobie po lesie (bez chaszczy) i tu tam, niespodziewanie znaleźć jakiegoś pięknego grzybka pod liściem. Niczym niespodzianka.
To było najszybsze zbieranie grzybów w moim życiu. Nie wiem czy czasem ten mój Adam jakiś modłów podczas snów nie urządzał, że tak się los Mu przychylił.

Podsumowanie mediacji

Jedziemy z powrotem, w aucie dzieci  między sobą rozmawiają,  w tle gra cicho muzyka, słyszę jego zadowolony głos
- Dobrze to wszystko wymyśliłaś
W ogóle tego nie skomentowałam, bo co tu komentować? 
Teraz już wiem, że trzeba go o moich planach powiadomić wcześniej niż trzy dni do tyłu, tu trzeba miesiąc. 
Życie z drugim człowiekiem, który ma zupełnie inny temperament do łatwych nie należy ;)


Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałam poruszyć.
W zasadzie jedynym odstraszaczem, zniechęcającym mnie mocno do wędrówki po lesie, jest wszelkie robactwo, a przede wszystkim kleszcze, których się boję panicznie. 
I nadziwić się nie mogę, jak to się stało, że w dzieciństwie nie złapałam ani jednego, kiedy właściwie spałam w trawie. I to nie na kocyku. To były lata, kiedy po ulicy stąpałam tylko w drodze do szkoły (od mojego domu do miejsca, w którym położony był asfalt był dość spory kawałek drogi polnej), a tak wiodłam życie wśród krzaków, drzew, trawy. I nie złapałam kleszcza, nie przypominam sobie, by o nich było tak głośno jak teraz. To co słyszę, to mnie przeraża i sprawia, ze włos na głowie się jeży. Niestety znam osobiście przypadek, 10 letniego wówczas chłopca, który zachorował na kleszczowe zapalenie mózgu. Mam się czego bać.
Kleszczy panicznie się boję (jak zresztą wszystkich pajęczaków)

Walka z kleszczami

Wyczytałam, że kleszcze nie lubią zapachu m.in.: tymianku, zapachu olejku m.in: cytronelowego... czosnku... Postanowiłam wykorzystać zasoby domu.
Zerwałam w ogrodzie dość spory pęczek tymianku, zalałam go wrzątkiem, tak aby ledwo przykryć zioło, a gdy woda ostygła przelałam do słoiczka, dodałam 2 łyżki soku z cytryny. Przelałam część do atomizera. W domu mam też olejek cytronelowy* (z certyfikatem, całkowicie naturalny, można go używać bezpośrednio na skórę po rozcieńczeniu, stosowany jest również do inhalacji; może pomóc w leczeniu i zapobieganiu przeziębieniom, gorączce, bólu głowy), wymieszałam go z olejem z pestek winogron, w proporcji 50ml oleju + 5 kropel olejku. Przed samym wyjazdem, zjedliśmy po ząbku czosnku, by zmienić zapach naszego potu, ubraliśmy się dość jasno, by w razie czego zobaczyć, czy coś po nas chodzi. Przed wyjściem bezpośrednio do lasu natarłam porządnie dzieci i męża olejkiem cytronelowym (o sobie tak jakbym zapomniała, że też porządnie muszę) i nie żałowałam popsikać gromadkę wodą rozmarynową (ale pięknie pachnie!) również podczas wędrówki po lesie.

Wyniki zabiegów

Nie przyczepiło się nic do dzieci i męża. Wszystkie muszki i inne insekty omijały nas z daleka. Tak jakby ich w ogóle nie było.
Wracamy do domu, gdzieś tak w połowie drogi, czuję że coś po mnie łazi w okolicach szyi, patrzę w lusterko boczne bo nie dało się "w ciemno" złapać, a tu widzę! Aaaaaaaaaa!!!!!!!!
Jak dobrze, że nie zdecydowałam się prowadzić samochodu, bo ja taka panikara okropna jestem. Nie mam pewności czy prawidłowo bym się zachowała. A na tym fotelu pasażera przez chwilę myślałam, że to ja wystartuję w kosmos, udało mi się jednak go złapać i wcisnąć w chusteczkę, i z zaciśniętą pięścią jechałam tak spięta, a potem jak już się zatrzymaliśmy rozwinęłam zawiniątko ostrożnie na masce auta (bałam się, że jak w horrorze, wyskoczy mi na twarz czy coś)... 100% kleszcz.
Chodził i szukał miejsca by się wbić,nie wyglądało na to, że chciał się zatrzymać, akurat szedł po szlaku, w który znajdował się 2 godziny wcześniej olejek, więc może ten zapach jeszcze tam był, gdzie miał zamiar się wbić się zastanawiam? (podobno wtarty olejek cytronelowy wnika do skóry), ale to takie moje przypuszczenia...Naprawdę, idzie się załamać.
Wszystkie procedury po przyjściu z lasu zostały zachowane. Przejrzeliśmy się dokładnie, ubrania trafiły od razu do prania, kąpiel.

Co dalej?

Ciężka sprawa... nie mogę nikomu w domu zabronić wchodzić do lasu, bez sensu prawda?
Teraz o sobie nie zapomnę, też się natrę więcej, wypsikam bardziej. Jeden ząbek czosnku to za mało. Następnym razem wysmaruję wszystkich i siebie też porządnie olejkiem, wypsikam wodą tymiankową, zjemy więcej ząbków czosnku, dodatkowo wysmaruję punktowo odzież olejkiem, co zrobić więcej?
Założyć czepek pływacki, by ochronić głowę?
:)
Te psikadła sklepowe już od dawna nie używam, w moim odczuciu przyciągają a nie odstraszają.
Że też człowiek nie może sobie normalnie pójść na spacer do lasu, albo wejść w jakieś krzewy bo strach jest, że coś z odwłokiem go dopadnie.
Czy macie swoje sprawdzone sposoby na walkę z kleszczami? Z chęcią dołączę do swojej listy niezbędnika.


* O Cytroneli kilka informacji Tutaj
Olejek cytronelowy, który mam w domu Tutaj
Copyright © 2014 sylwiitwory , Blogger